Wracam, niczym pierdolony syn marnotrawny. Wracam do Was moje kochane motylki po pół roku jedzenia jak osoba z nadwagą III stopnia, po 6 miesięcznym opieprzaniu się i nie ruszaniu dupska. Wracam do Was moje kochane motylki jako 20 kg grubsza świnia.
Patrzę na zdjęcia z lutego i chce mi się płakać, patrze na swoje nogi, brzuch, ramiona, twarz (które wtedy wydawały mi się wciąż za grube) i nie mogę uwierzyć jak mogłam do tego doprowadzić. Jak mogłam doprowadzić siebie do tej wagi, do tego wyglądu.. Jak mogłam zmarnować te wszystkie głodówki, podczas których żołądek zżerał mnie od środka..? Te dni, kiedy patrzyłam na jedzących ludzi i miałam ochotę rzucić się na nich bo tak głodna byłam? Te zapuchnięte oczy i podrażnione gardło gdy starałam się wyrzygać każdy możliwy posiłek? Te momenty gdy po zbyt mocnym wysiłku musiałam usiąść bo robiło mi się ciemno przed oczami? Te 3 miesiące gdy płakałam wychodząc z domu, bo tak zimno mi było? Te wyrzuty sumienia, które dopadały mnie za każdym razem gdy wyrzucałam jedzenie?
Miałam ambicję.. potrafiłam się kontrolować - 500 kalorii wydawało się jak jedzenie na cały tydzień, a dzień bez ćwiczeń był niemalże torturą. Gdzie jest ta dziewczyna..? Co się z nią stało?
Zapycham wstyd kolejnymi czekoladkami i chipsami, zamiast 'wiecznie odchudzającej' znów jestem grubaską.
Okropną. Grubaską.
Dokładnie 11 miesięcy temu zaczęłam się odchudzać i podczas 5 miesięcy schudłam 16 kg. Jutro jest ostatni dzień jedzącej mnie, od Piątku znów zaczynam dbać o siebie i o swój wygląd. Dam sobie radę, już raz to zrobiłam.
dla tych którzy mnie znają, mój poprzedni blog : anonimowa-na-zawsze
xxx